Dookoła Ciebie

Żałujesz czegoś?

Jak mówi przysłowie, lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż, że się tego nie zrobiło. Czy tak jest w istocie i jeśli w ogóle jest sens żałować, to co tym uczuciem warto zrobić?

Odpowiedzi na takie pytania próbowali znaleźć członkowie grupy, która 21 marca wzięła udział w akcji „Żyj, nie żałuj”, zorganizowanej przy stacji Centrum warszawskiego metra. Każda z kilkudziesięciu osób trzymała w rękach sporą kartkę z napisem informującym o tym, czego najbardziej w życiu żałuje. „Żałuję, że za mało podróżowałam”, „Żałuję, że zwlekałem z robieniem tego, co kocham”, „Żałuję, że nie ufałam sobie i że nie nauczyłam się gruzińskiego” – głosiły niektóre teksty.
Nie wszyscy jednak żałowali. Na profilu wydarzenia na Facebooku były osoby, które deklarowały, że nie istnieje rzecz, wydarzenie czy sytuacja, której mogliby żałować. Szczęśliwcy, można by pomyśleć – nie obwiniają siebie za to, że kiedyś, gdzieś zabrakło sił, odwagi, motywacji. Jednak organizatorzy akcji „Żyj, nie żałuj” namawiali wszystkich do zajrzenia w głąb siebie. A dokładnie w te zakamarki psychiki, na myśl o których większość z nas reaguje głębokim, pełnym goryczy „ech” lub komentarzem w stylu: „Cóż, takie jest życie.”

zal

W kontakcie z samym sobą

Pomysłodawczynią happeningu jest Beata Kosiacka, założycielka Babskiej Dżungli, trenerka i coach, która od wielu lat zachęca do rozwoju osobistego i świadomego życia. „Żyj, nie żałuj” zorganizowała razem z pięcioma innymi kobietami, które o idei dowiedziały się dzięki Facebookowi i spontanicznie ją wsparły. – Celem akcji było zachęcenie do refleksji nad kruchością i ulotnością życia. Chciałyśmy zwrócić uwagę na to, czy sposób, w jaki żyjemy, jest dla nas zadowalający i czy nic nam nie umyka. Czy na pewno żyjemy w zgodzie ze sobą, tak by w przyszłości niczego nie żałować? – tłumaczy pomysłodawczyni. Ale nie tylko o żałowanie chodziło. – „Żyj, nie żałuj” to pochylenie się nad tym, co mogę zrobić z żalem. Dotarcie do tego, jaka niezaspokojona potrzeba się pod nim kryje, może być pierwszym krokiem do szczęśliwego i świadomego życia. – dodaje Beata.

Czego nam żal

Kilka dni przed akcją na rynku ukazała się książka „Czego najbardziej żałują umierający”, napisana przez Bronnie Ware, australijską pielęgniarkę pracującą wiele lat w hospicjum. Autorka wymieniła w niej pięć „rzeczy”, których ludzie na kilka tygodni przed śmiercią żałują najbardziej, a wśród nich: brak odwagi by żyć w zgodzie ze sobą, zbyt ciężka praca, nieokazywanie prawdziwych uczuć, nieutrzymywanie kontaktu z przyjaciółmi oraz brak przyzwolenia dla samego siebie na bycie szczęśliwszym.

Z dość podobnych powodów żal odczuwali zapytanie warszawiacy. – Pewien bezdomny żałował tego, że alkoholizm zdominował jego życie. Inny mężczyzna pracował ponad 20 lat jako robotnik za granicą, mieszkał w ciasnym mieszkaniu z innymi robotnikami. Dziś jest chory i żałuje, że nie zwiedził kraju, w którym tak długo mieszkał. Wie, że prawdopodobnie już nigdy tego nie zrobi – opowiada Beata Kosiacka. – Rozmawiała z nami też starsza pani, która żałowała życia pod prąd, bez zważania na rady innych ludzi. Dziś jest samotna i żałuje, że nigdy nie dała sobie możliwości poczucia, że jest częścią większej całości – dodaje. Na kartkach uczestników akcji widniały też napisy: „Żałuję, że bałam się żyć po swojemu”, „Żałuje, że traktowałam życie zbyt poważnie” lub… „Żałuję, że tak długo żałowałam”.

No właśnie – czy warto żałować? Psychoterapeuta i psycholog Jolanta Siechowicz podkreśla, że bardzo trudno o generalizację w tym temacie. – Jeżeli żal wywołuje dręczenie i obwinianie siebie, samoużalanie lub wywołuje poczucie straconego czasu, lub, co gorsza, życia, to z pewnością ma on charakter destrukcyjny. Dobry żal to taki, który prowadzi do pracy nad zmianą tego, czego dotyczy. Warto czynić refleksje, przyglądać się historii naszego życia, doświadczeń i wyborów, bo to one informują o tym, co należy zmienić. By nie żałować. – podkreśla psycholog.

Organizatorki warszawskiego happeningu zadbały o to, by uczestników samych ze swoim żalem nie zostawiać. Podczas rozmów zadawały pytanie – skoro wiem, czego żałuję, to jaki najmniejszy krok ku zmianie mogę wykonać już dziś? Przechodniom wręczały wydrukowane listy potrzeb, inspirowane metodą Marshalla Rosenberga Porozumienie Bez Przemocy, i zachęcały do zawieszenia swojej małej, zapisanej na papierowym listku, deklaracji na symbolicznym drzewku.

Są jednak takie żale, z którymi niewiele da się już zrobić, a i zmiana nie jest możliwa. Co wtedy? Czy takie żałowanie może wnieść coś pozytywnego do naszego życia? – Wielu z nas zapomina, że tego typu żal może prowadzić do przebaczenia, sobie lub innym, przeproszenia, zaakceptowania i świadomego pogodzenia się ze stratami. – podkreśla Jolanta Siechowicz. I dodaje – A to, wbrew powszechnej opinii, już bardzo dużo.

Więcej informacji o „Żyj, nie żałuj”:
http://czegonajbardziej.pl/

Tekst: Aleksandra Grobelska, fot. Nadia Jamnik/Unsplash

źródło: 38milionow.pl

Kategoria: Dookoła Ciebie

Porozmawiajmy

Ciekawe

Dostrzeżone

dyniowebabeczki granice szesliwamama

Inspiracje